Zakład Opiekuńczo-Leczniczy w Toruniu prowadzony przez Zgromadzenie C.M.B.B. Serafitki, fot. Andrzej Goiński

Kontakt z drugim człowiekiem jest bezcenny

Rozmowa z siostrą Natalią Marceliną Brzezińską, serafitką, dyrektorem prowadzonego przez zgromadzenie serafitek zakładu opiekuńczo-leczniczego w Toruniu, który jest beneficjentem tegorocznego Marszałkowskiego Balu Dobroczynnego

 

W waszej placówce przebywają osoby, które ze względu na wiek i stan zdrowia potrzebują stałej opieki. Co oferujecie podopiecznym?

 

Współczesna rodzina staje się często bezradna i nie jest wydolna wobec potrzeb starzejącego się seniora, któremu oprócz lat przybywa różnego rodzaju schorzeń. Szukając pomocy, staje przed koniecznością umieszczenia bliskiej osoby w placówce opiekuńczej. Nasz zakład opiekuńczo-leczniczy przeznaczony jest dla kobiet przewlekle chorych, które potrzebują stałej opieki bądź przebyły hospitalizację i wymagają kontynuacji leczenia farmakologicznego, są niesamodzielne i niezdolne do samooopieki. Osoby takie kierowane są [do nad] na wniosek lekarza podstawowej opieki zdrowotnej lub lekarza prowadzącego w szpitalu.

 

Dysponujemy 86 łóżkami. Zapewniamy całodobową opiekę, pomoc lekarską, pielęgniarską, usprawnianie psychoruchowe poprzez działania fizjoterapeutów, psychologów, terapeuty zajęciowego i logopedy. Podopieczne korzystają także z opieki duszpasterskiej, mogą codziennie uczestniczyć we mszy świętej.

 

Zakład Opiekuńczo-Leczniczy w Toruniu prowadzony przez Zgromadzenie C.M.B.B. Serafitki, fot. Andrzej Goiński

 

Miejsca takie, jak wasze muszą mieć i zawsze mają wiele potrzeb. Jakie są te najpilniejsze?

 

Każda z przebywających u nas pań we właściwy dla siebie sposób przeżywa swój pobyt w placówce. Zgodnie z powiedzeniem „starych drzew się nie przesadza” trudno jest zaakceptować osobie starszej zmianę, szczególnie że w przypadku chorób otępiennych (a z takimi często się tu spotykamy), [realizacja] potrzeby bezpieczeństwa i stabilizacji stanowi priorytet w sprawowaniu opieki. Oferta terapeutyczna musi być na tyle obszerna by móc zainteresować i jednocześnie adekwatna do możliwości chorych, by nie podnosić zbyt wysoko ani nie opuszczać zbyt nisko poprzeczki.

 

Największymi wrogami osób starszych są izolacja i samotność, dlatego tak ważne są obecność innych i utrzymywanie kontaktów społecznych, które budują poczucie przydatności.

 

Nasz ośrodek mieści się w dość spokojnej okolicy, przylega do niego niewielki ogród, który jest ulubionym miejscem wypoczynku i spotkań w letnie dni. Wymaga jednak odnowy i reorganizacji przestrzeni – aby jak największa liczba podopiecznych, poruszających się głównie na wózkach, mogła z niego korzystać. Temu  służyć będzie również dodatkowa winda, którą chcemy zainstalować od strony ogrodu.

 

Ufam, że nam się to uda, bo wiem, jak wielką radość sprawia podopiecznym kontakt z przyrodą.

 

Zakład Opiekuńczo-Leczniczy w Toruniu prowadzony przez Zgromadzenie C.M.B.B. Serafitki, fot. Andrzej Goiński

 

Czy wspierają was wolontariusze? Czy potrzebujecie takiego wsparcia?

 

Wolontariusze … Oczywiście, uważam, że takie wsparcie jest potrzebne zarówno naszym podopiecznym, bo kontakt z każdym człowiekiem jest dla nich bezcenny, jak i wolontariuszom. Myślę tu głównie o ludziach młodych, którym starość wydaje się czasem zbyt odległym, a choroba budzi lęk. Dotychczas zdarzały się pojedyncze osoby, w różnym wieku, ale nie mieliśmy zorganizowanego wolontariatu.

 

Z wielką radością gościmy dzieci z pobliskich przedszkoli i szkół, systematycznie odwiedzające nas z różnego rodzaju programami artystycznymi, za co jesteśmy bardzo wdzięczni. Nie mniej radości sprawiają występy chórów seniorów, które mamy okazje u nas przyjmować. Jesteśmy więc otwarci i chętni.

 

Zakład Opiekuńczo-Leczniczy w Toruniu prowadzony przez Zgromadzenie C.M.B.B. Serafitki, fot. Andrzej Goiński

 

Na koniec dwa słowa o zgromadzeniu, do którego siostra należy.

 

Moje zgromadzenie, zwane siostrami serafitkami, od początków swego istnienia zajmowało się służbą najbardziej potrzebującym. Matka założycielka przygarniała chore staruszki, którymi się opiekowała, a był to koniec XIX wieku. Tu, na Podgórzu, kontynuujemy to dzieło od 1947 roku, chociaż w Toruniu jesteśmy już prawie od stu lat.