Treściwa zupa i dobre słowo

Rozmowa z siostrą Ewą Talarowską, kierującą Kuchnią Św. Brata Alberta w Bydgoszczy, która jest jednym z beneficjentów tegorocznego Marszałkowskiego Balu Dobroczynnego

Kim są ludzie, którzy przychodzą do was na posiłki?

Główną grupę stanowią osoby bezdomne lub mieszkające w lokalach socjalnych, często zadłużonych. Zdecydowana większość boryka się z uzależnieniami, przede wszystkim alkoholizmem. Coraz więcej jest osób młodych, uzależnione od narkotyków. Przychodzą też emeryci, renciści, osoby niepełnosprawne, czasem rodziny, także ze środowisk inteligenckich, niezaradne życiowo. Większość osób korzystających z pomocy to mieszkańcy Bydgoszczy, kilka procent to bezdomni z całej Polski.

Staram się z nimi rozmawiać, oni tego potrzebują. Mówią o swoim życiu, rodzinie, pracy, zagubieniu życiowym. Bywa, że proszą o pomoc w znalezieniu pracy i zmianie swego życia, czasem chcą tylko skorzystać z telefonu. Proszą o odzież, obuwie, środki czystości, zimą koce i śpiwory, często też o suchy prowiant.

Ile posiłków dziennie wydajecie? Co siostra myśli o świecie, w którym tak wielu ludzi trafia na margines społeczeństwa?

Dziennie wydajemy około stu pięćdziesięciu posiłków, czasem więcej. Jest to zwykle „treściwa” zupa z pieczywem, ciasto, owoce, często też drugie danie z kawałkiem mięsa lub wędliny; do picia kawa, herbata, napoje, dodatkowo dość często suchy prowiant.

Dwa razy do roku organizujemy dla naszych podopiecznych rekolekcje, raz w tygodniu wspólną modlitwę różańcową, Koronkę do miłosierdzia Bożego, dla wszystkich chętnych. Modlitwa gromadzi zwykle czterdzieści-pięćdziesiąt osób. W Wigilię staramy się, by posiłek miał charakter tradycyjnej wieczerzy, w Wielkanoc świątecznego śniadania.

Zależy nam, by pomoc nie ograniczała się wyłącznie do zaspokojenia podstawowych potrzeb egzystencjalnych. Mamy ambicję, by było to coś więcej. Prowadzimy grupę wsparcia, w zajęciach której uczestniczy trzydziestka ubogich i bezdomnych. Warunkiem uczestnictwa jest zachowanie trzeźwości, a celem wspieranie wartościowych cech osobowości i budowanie pozytywnej samooceny. Udało się nam zorganizować na przykład cykl wykładów historii Polski, prowadzony przez wykładowców Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, oraz prowadzone przez teatrologa spotkania klubu filmowego; są też dyskusje na różne tematy i rozmowy indywidualne, projekcje kinowe, a latem wycieczki, piesze pielgrzymki i wspólne grillowanie w ogrodzie. Jedną z takich form pomocy jest też nasz wolontariat, dzięki któremu  łączymy potrzeby personalne placówki z osobistą, indywidualną terapią osób wykluczonych.

Zdarza się, jeśli na obiad przyjdzie bardzo wielu potrzebujących, że dla kogoś z końca kolejki zabraknie posiłku. Dajemy wówczas jakiś suchy prowiant, herbatę – to, co mamy.

Bardzo mi żal tych ludzi, zwłaszcza tych, którzy cierpią nie z własnej winy. Bardzo by chcieli zmienić swoje życie, ale brakuje im sił – brakuje też domów dla nich i specjalistów, którzy mogliby im pomóc. Oni bardzo nas potrzebują – potrzebują człowieka, który by im pomógł.

Z czego utrzymuje siostra kuchnię?

Z różnych źródeł – daje wojewoda, a ostatnio także Urząd Marszałkowski, mamy skromne własne środki zgromadzenia i ofiary prywatnych darczyńców. Doraźnie możemy też liczyć na wsparcie w postaci mięsa i innych produktów spożywczych oraz środków czystości. Czasem nie ma innego wyjścia i trzeba iść prosić o takie rzeczy do jakiegoś sklepu czy hurtowni. To psychicznie kosztuje, ale nie prosimy przecież dla siebie.

Nasza kuchnia dla ubogich to dzieło Boże. Wiele razy byłam gotowa uznać, że pozostaje nam jedynie modlitwa i ufność, że Pan Bóg jakoś zaradzi. Bywało tak już nie raz, musiałyśmy jednak wcześniej uczynić wszystko, co w naszej mocy.

Czy to trudno obcować na co dzień z ludźmi, którzy być może stracili już nadzieję?

 Początkowo było mi trudno, ale teraz idę już do nich z radością. Jeśli pracuje się z nimi odpowiednio, długo otwierają się, mają potrzebę porozmawiania. Wiadomo, że nie we wszystkim jesteśmy w stanie im pomóc. Pozostaje życzliwe słowo, uśmiech. Człowiekowi czasem wystarczy, że podzieli się z kimś swoimi problemami, że ktoś go wysłucha.

To daje mu poczucie, że jest dla kogoś ważny, ktoś go zauważa, czasem docenia.

15.12.2016 BYDGOSZCZ KUCHNIA SW.ALBERTA FOT. ANDRZEJ GOIŃSKI

15.12.2016 BYDGOSZCZ KUCHNIA SW.ALBERTA FOT. ANDRZEJ GOIŃSKI

15.12.2016 BYDGOSZCZ KUCHNIA SW.ALBERTA FOT. ANDRZEJ GOIŃSKI