Wierzę, że anioły są wśród nas

Rozmowa z siostrą Małgorzatą Kwiatkowską, dyrektorką prowadzonego przez Zgromadzenie Sióstr św. Elżbiety Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej Intelektualnie w Kamieniu Krajeńskim w powiecie sępoleńskim, który jest beneficjentem dochodu z tegorocznego Marszałkowskiego Balu Dobroczynnego

Co jest misją waszego domu pomocy, kim są wychowankowie?

W swojej pracy kierujemy się misją ewangeliczną [wyrażoną w słowach] ”Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnie uczyniliście”.

Elżbietanki przybyły na ziemie Krajny w związku z epidemią cholery w roku 1846 i [od tego momentu] podejmowały się wielu wyzwań [będących odpowiedzią na] znaki czasu. Prowadziły ambulatoryjną pielęgnację chorych w ich własnych domach, sierociniec, przedszkole, szkołę powszechną, szkołę gospodarczą dla panienek, szpital polowy dla rannych żołnierzy, dom starców oraz – obecnie działający – Dom Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży.

Nasz dom przeznaczony jest dla pięćdziesięciorga mieszkańców, chłopców i dziewcząt z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu głębokim, znacznym i umiarkowanym oraz zaburzeniami sprzężonymi (m. in. autyzmem, głuchotą, ślepotą, schizofrenią, mózgowym porażeniem dziecięcym). Nasi wychowankowie mają od 2 do 30 lat. Zapewniamy im całodobową opiekę, rehabilitację, rewalidację, edukację i terapię, zaspakajamy też ich potrzeby religijne. Motywujemy ich do aktywności i integracji, uspołeczniamy oferując między innymi bogatą gamę zajęć specjalistyczno-leczniczych, terapeutycznych, kulturalnych, sportowych i religijnych.

Jakie są obecnie najpilniejsze potrzeby domu? Czy możecie liczyć na hojność darczyńców i zaangażowanie wolontariuszy?

Od dziesięciu lat współpracujemy z Fundacją  Pomóżmy Dzieciom Niepełnosprawnym w Kamieniu Krajeńskim, która udziela naszej placówce wszechstronnej pomocy. (…) Szczególna i niezwykle efektywna jest nasza współpraca z Urzędem Marszałkowskim i [marszałkowskim] Departamentem Spraw Społecznych. Dzięki pozyskanym środkom byliśmy w stanie zorganizować mieszkańcom domu wiele imprez.

Nasi wychowankowie (…) bardzo tęsknią za normalnością w kontaktach z rodzinami, które niestety nie zawsze wypełniają podstawowe zadanie bycia rodziną. Brakuje im dotkliwie więzi z rodzinami – dom jest [przecież] tam, gdzie choćby pod gołym niebem ludzie są razem. To przykre i smutne. Staramy się dać im choć namiastkę bezwarunkowej miłości i rodzinnego ciepła, bezpieczeństwa, zaufania, prawdziwej więzi. Wzruszająca jest okazywana nam przez te dzieci wdzięczność i przywiązanie. One mówią nam o swoich marzeniach i oczekiwaniach, które nie są zbyt wygórowane, a i tak nie jesteśmy w stanie spełnić wielu z nich. Pragną przynależności, ciepła bliskości, kontaktu. Ale prawdziwej rodziny nie sposób kupić w markecie. Chciałoby się tym istotom uchylić rąbek nieba.

Potrzeb w naszej placówce jest oczywiście bardzo wiele. Budynek  i sprzęty wymagają remontów, pokoje mieszkańców oczekują na malowanie. Kosztorysy koniecznych remontów i modernizacji zamykają się sumą około 600 tysięcy złotych – to suma dla nas kosmiczna. Niektóre z tych robót wymagają natychmiastowej realizacji. Nie ukrywam, że z posiadanych obecnie przez nas środków sfinansowanie nawet najpilniejsze z nich jest nie do wykonania. Brakuje nam również sprzętu audiowizualnego.

Jestem jednak pełna optymizmu – ufam, ze dzięki życzliwości i hojności sponsorów uda się nam w trybie pilnym zrealizować naglące potrzeby. Nie tracę nadziei na nadejście lepszych czasów, na to, że życie mieszkańców naszego domu dzięki pozyskanym środkom stanie się łatwiejsze. Wierzę, że anioły są wśród nas.

Pokładam ogromną nadzieję w dotacji na którą złoży się dochód z Marszałkowskiego Balu Dobroczynnego. Z całą pewnością nie będzie to suma, która pokryje większą część potrzeb, ale ogromnie cieszymy się z każdej pozyskanej kwoty. (…)

Od IV Marszałkowskiego Balu Dobroczynnego w roku 2013, [którego byliśmy beneficjentami], współpracują z nami ofiarnie ludzie dobrej woli, dobrego serca i hojnej dłoni. Mogę liczyć na wielu zaprzyjaźnionych sponsorów i darczyńców. Za wszystkie gesty wzruszającej troski, dobroci i pamięci jestem wszystkim dobrodziejom bardzo wdzięczna. Muszę też wspomnieć wspaniałych wolontariuszy – głównie młodych, którzy zasilają dom swoją spontaniczną aktywnością. Bardzo się cieszę, że jest wśród nas taka młodzież. Nasi wychowankowie oczekują spotkań z nimi, towarzyszy im zawsze niezwykła aura miłości, zainteresowania, konkretnej pomocy.

Dom prowadzą zakonnice ze Zgromadzenia św. Elżbiety. Jakim trzeba być człowiekiem by poświęcić się tego rodzaju służbie?

Praca z ludźmi z niepełnosprawnością intelektualną jest niezwykle absorbująca i trudna, ale  przynosi obfite owoce i daje satysfakcję. Traktuję tę posługę jako dar Boży. Nie ukrywam, że wypalenie zawodowe nie jest nam obce – [także] z tej prostej przyczyny, że tego typu działalność nie cieszy się szczególnym zainteresowaniem, nie przynosi wymiernych efektów. Trzeba odejść albo dać z siebie wszystko. To praca dla pasjonatów, czyli ludzi o wielkim sercu, miłości i empatii. Inaczej nie idzie się do przodu, mieszkańcy domu doskonale wyczuwają nasze nastroje, humory i samopoczucie. Nie sposób inaczej jak tylko ofiarnie i z miłością wykonywać swoje obowiązki, z uśmiechem na ustach, mimo wszystko. Empatia to cecha, która naszej pracy musi towarzyszyć każdego dnia. Jesteśmy przecież do dyspozycji osób dla których los nie był zbyt łaskawy. [Czasem to zresztą] właśnie my – osoby pełnosprawne – uczymy się od naszych podopiecznych podejścia do życia. Nie sposób tego opowiedzieć, tym trzeba żyć, to i owo zobaczyć i osobiście przeżyć.

Posłużę się złotymi myślami z pewnego zbioru: „Piękno rodzi się w sercu, odbija w oczach i żyje w uczynkach” oraz „ Każdy daje innym to, co ma we własnym sercu”. Bo, jak powiedział Andre Daigneault, prawdziwie wielkim człowiekiem jest ten, kto nigdy nie stracił serca dziecka. Należy po prostu kochać ludzi i bezinteresownie darować im swój czas.

Ksiądz Marek Drzewiecki swego czasu powiedział, że modlić się to pójść na spacer z Bogiem by uzgodnić wspólne marzenia. To piękne słowa. Właśnie dlatego siostry elżbietanki modlą się za swoje dzieła – modlitwa dodaje mocy w działaniu. Patronka mojego zgromadzenia, św. Elżbieta Węgierska, często mówiła: musimy innych uszczęśliwiać; a założycielka, błogosławiona Maria Merkert, dodawała otuchy słowami: zróbmy wszystko co w naszej mocy, Bóg resztę uzupełni – tak właśnie wygląda misja naszego zgromadzenia, misja sióstr elżbietanek prowincji toruńskiej. Zajmujemy się chorymi, katechezą, pracujemy w parafiach, prowadzimy przedszkola, szpitale, hospicja, domy pomocy społecznej i ośrodki wychowawcze, podejmujemy pracę na misjach w wielu krajach świata. A siostry z Kamienia Krajeńskiego – wraz z mieszkańcami Domu Pomocy Społecznej i jego pracownikami – ze wzruszeniem i radością oczekują na zbliżający się wielkimi krokami sierpniowy Wielki Jubileusz 150-lecia przybycia elżbietanek do miasta.

22 stycznia 2016 r.